----- Original Message -----
Sent: Wednesday, May 29, 2002 1:28 PM
Subject: Rodzimy się po cichu
Witam ponownie!
Wiersz mi się podoba, może dlatego że go rozumiem i że kojarzy mi się z
przedwojenną jeszcze poezją polską (Kasprowicz, może Staff). Jedno i drugie
może być oczywiście bolesnym zarzutem. ;-)
Rozumiem, że wiersz jest o starzeniu się i w związku z tym marnowaniu życia,
przynajmniej w odczuciu subiektywnym. Łątka to być może jętka (znana z
utworu Konopnickiej lub innej książeczki dla dzieci jako "jednodniówka", bo
tyle tylko żyje), srebrne nici to siwe włosy (sam takie mam, przynajmniej
wyglądam poważniej). I ta dziwna pora roku, kiedy to liście już są rude, a
wiśnia nadal kwitnie (mianowicie biało, jak pościel).
Linijka
Znudzeni preceptory przecierają oczy
nie jest żadną tajemnicą, lecz zwyczajnym lapsusem.
Z kolei wers
Skupieni to na sobie, to w sobie zamknięci,
mimo pewnej niezgrabności genialny: figura poetycka z pewnością o jakiejś
nazwie, przy której mimo składni sugerującej przeciwieństwo - w
rzeczywistości synnimy...
Ogólne wrażenie lekko staroświeckie (co MI SIĘ AKURAT podoba), a poza tym
niekiedy wymuszone. Czyżby praca przy rymowaniu odrealniła trochę wiersz,
uczyniła go chropawym, jakby obrazek zza grubej, ciosanej szyby?
Pozdrawiam
Marek
***
Rodzimy się po cichu, drżący niczym łątki.
W bruzdach pośród kartofli poczęci przedwcześnie,
wzrastające paznokcie wbijając w pośpiechu
w ramiona rozedrgane sierpniowych kochanków
Znudzeni preceptory przecierają oczy
wciskając senne brzuchy w rozpulchnioną ścianę.
I zagubionej drogi nie mogąc odnaleźć
rozdzierają wśród mroku sploty srebrnej nici.
Tak mało jest nas wokół, choć rudzieją liście.
Skupieni to na sobie, to w sobie zamknięci,
sypiamy w cichym szczęściu i pościeli czystej,
choć ciągle jeszcze majem kwitnie drzewo wiśni.
gruby